Stanisław Batruch
Wystawy Kraków - Pałac Sztuki
Krakow/Palac_Sztuki/stanislaw_batruch
Stanisław Batruch (źródło: materiały prasowe Pałacu Sztuki)

Malarstwo


Wernisaż w czwartek 9 lutego 2012 godz. 17.30
Górny Pałac Sztuki – Świetlica Wyspiańskiego

Niemal wszyscy piszący o Stanisławie Batruchu powołują się na jego dewizę „być sobą". „Być sobą" w jego interpretacji oznacza zaś znalezienie swojego miejsca. Zarówno w świecie, jak środkach i konwencjach plastycznych, służących do jego wyrażania i komentowania.
Lecz „bycie sobą" oznacza również wyniesienie swojego JA do najwyższego poziomu, równoznacznego z przyznaniem sobie prawa do osądzania świata. Oraz - drogą swoistego paradoksu, w jakie obfituje sztuka - osądzania siebie poprzez - jak powiada artysta - „baczne przyglądanie się sobie przez doświadczenia wielu namalowanych płócien".
Koło się zamyka. Sztuka stała się celem i miarą; zwierciadłem, odbijającym światopogląd artysty w całej rozciągłości tego pojęcia. I powodem zachodzących w nim zmian.
Między Batruchem i jego obrazem zachodzi więc to, co kiedyś, w czasach peinture active zwykliśmy określać mianem sprzężenia zwrotnego, w którym skutek oddziaływuje na przyczynę. Tyle że w jego wypadku zjawisko nie ogranicza się do powierzchni obrazu. Sztukę Batrucha można zaliczyć lub raczej wyprowadzić ją z nurtu postimpresjonizmu - starej, dobrej krakowskiej szkoły, dominującej w naszym malarstwie do dziś w swych rozlicznych odmianach i odpryskach.
   
Rasowy „kapizm", jak go niegdyś zwano, bądź „koloryzm", dążył jednak wyłącznie lub niemal wyłącznie do prawidłowych „rozstrzygnięć malarskich",
do których droga wiodła przez skomplikowaną i obwarowaną licznymi rygorami „grę barwną na płaszczyźnie".
   
Batruch przejął wiele przykazań postimpresjonizmu, w tym zwłaszcza wysoką kulturę malarską i właściwy mu sensualizm. Bogata materia jego obrazów wręcz zaprasza do jej dotknięcia, do czysto zmysłowego kontaktu z dziełem, odbieranym za pomocą wzroku i dotyku. To nie iluzyjność malarskiej powierzchni, odbicie i złudzenie przedmiotu. To rzeczywistość. Konkretna, bo namacalna właśnie. Rzeczywistość, przed którą muszą skapitulować najbardziej nawet nieufni niewierni Tomasze.
    Klasyczna „gra barwna" została wzbogacona i pogłębiona. Obraz przestał być fascynującą rozrywką dla wzroku, efektem działania zespołu „oko - ręka", o którym kiedyś, przed przeszło stu laty, powiedziano w kontekście jednego z najwybitniejszych impresjonistów - „to tylko oko, ale jakie oko!" widząc w wizualnej atrakcyjności wystarczający powód powstania dzieła.
Batruch opowiada. I maluje swoje myśli i wnioski. Z pełną premedytacją tworzy sceny i stara się, by były zrozumiałe i dostrzegalne dla wszystkich, obdarzonych nieco tylko od przeciętnej większą wrażliwością.
   
Z tej też przyczyny w jego sztuce pojawiają się symbole o złożonej naturze. Na wzór starych mistrzów zatem stosuje kod symboli barwnych, w których odwiecznym, bo ustalonym jeszcze przez Innocentego III obyczajem błękit oznacza spokój, zieleń - nadzieję, czerń - smutek, lecz czerwień - agresję i dramat, a nie życie i dostojeństwo. W owej deprecjacji czerwieni tkwi, być może, spuścizna minionych lat. w których wszechwładna czerwień źle się nam wszystkim kojarzyła.
   
W tamtych też jeszcze latach Batruch stosował również symbolikę przedmiotową, bądź raczej przedmiotowo-barwną, a mianowicie bariery pomalowane w narodowe, biało-czerwone pasy. Wyraźny znak osaczających nas wówczas ograniczeń fizycznej i mentalnej natury.
Potem bariery zniknęły z obrazów Batrucha. Lecz nie zniknęli z nich ludzie. Nie są już jednak niczym ograniczani, zmuszani przez biało-czerwone szlabany do szamotania się na wyznaczonym im terenie.
Przeciwnie. Pole ich działalności rozciąga się aż po daleki horyzont niekiedy: czasem stoją na szczycie czegoś, jakiejś góry w jej metaforycznym znaczeniu, czasem idą przez puste miasto lub trwają, właśnie - trwają - w bezruchu w jakimś bliżej nieokreślonym miejscu.
Lecz nigdy nie ma w ich sylwetkach euforii lub choćby tylko radości. Wręcz przeciwnie nawet: są jakby wyzuci z sił. I zrezygnowani. A może tylko zmęczeni tym specyficznym znużeniem, jakie daje zrozumienie otaczającego ich świata i miejsca, jakie w nim zajmują, czyli tym, co nazywamy doświadczeniem, a niekiedy mądrością nawet?
   
Czasami ludzie znikają z pejzażu. Lecz w sensie fizycznym tylko, gdyż on zachowuje ich pamięć w swym spokojnym i pięknym, lecz zwykle smutnym, a zawsze zadumanym wyrazie.
Bo przedziwny jest koloryt Batrucha: jednocześnie dźwięczny i nieco zgaszony. I przez to poważny. Oraz zjawiskowy i tajemniczy tą specyficzną tajemniczością skłaniającą do zastanowienia się, do refleksji.
   
Nad czym? Chyba nad własnym życiem i jego kolejami, którym sztuka Batrucha nadaje wymiar monumentalny.
 
                                                                                                                                                   

Jerzy Madeyski


(źródło: materiały prasowe Pałacu Sztuki)


Stanisław Batruch

Urodzony w listopadzie 1935 r. w Zagórzu. Absolwent Liceum Ogólnokształcącego w Sanoku i pomaturalnego Studium Nauczycielskiego w Rzeszowie. W latach 1960-1966 studiował w Akademii Sztuk Pięknych malarstwo w pracowni profesor Hanny Rudzkiej-Cybisowej nazywanej Wielką Damą Polskiego Malarstwa. 
  
Równolegle z pracą twórczą rozpoczął nauczanie w Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie, a następnie w Akademii Sztuk Pięknych, gdzie pokonał kolejno wszystkie szczeble kariery nauczyciela akademickiego od asystenta po nominację profesorską, która wręczył mu w 1993 roku prezydent RP Lech Wałęsa. 
  
Aktualnie prof. Stanisław Batruch prowadzi pracownię malarstwa na wydziale grafiki krakowskiej ASP.
 
Dotychczas brał udział w ponad stu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą. Zorganizował ponad czterdzieści wystaw indywidualnych. Jego prace znajdują się w zbiorach muzealnych oraz kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą, m.in. : Austrii, Australii, Francji, Czech, Słowacji oraz Niemiec, Węgier i USA.
  Ważniejsze nagrody w ostatnich latach: wyróżnienie na Festiwalu Malarstwa Współczesnego w Szczecinie – 1988 r., Nagroda Ministra Kultury i Sztuki II Stopnia – 1989 r., Srebrny Medal i wyróżnienie na Międzynarodowym Biennale Malarstwa w Koszycach – 1989 r., prestiżowa nagroda w Celle – Heiland Fundation za rok 1990.

Dodaj do:

Wykop    Facebook