| Rozmowa z Katarzyną Kozyrą |
| Recenzje - Ewa Fijołek | |||
![]() Katarzynę Kozyrę udało mi się spotkać podczas ostatnich przygotowań do wystawy w krakowskim Muzeum Narodowym. Pomimo dużego zamieszania wokół, artystka zgodziła się oderwać na chwilę od pracy i odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących jej twórczości. Ewa Fijołek: Czym jest dla Pani sztuka krytyczna i po co się ją tworzy? Czy wierzy Pani w możliwość zmiany otaczającej rzeczywistości? Katarzyna Kozyra: Szczerze mówiąc, to sztuka krytyczna jest dla mnie przede wszystkim modnym sloganem, a potem wygodnym sposobem klasyfikacji. Sama nie wiem… Najpierw ukuto to określenie na potrzeby szufladkowania jakiegoś zjawiska, pewnie dość niejednorodnego, a teraz określenie to siłą rozpędu płynie zgodnie z prądem, na samym wierzchu "modnisiowego" bełkotu historyczno-sztucznego. Ponadto dezaktywuje otwartość i zachęca do odfajkowania wszelkich odmian, odcieni… jakiejkolwiek twórczości. Pewnie jestem trochę niesprawiedliwa, ale wobec tego niech ktoś mnie przekona, że jest inaczej. Czy wierzę w możliwość zmiany otaczającej rzeczywistości….. Wierzę, że trzeba zachęcać ludzi do czujności i do stałego kwestionowania, poddawania w wątpliwość narzucanej im jednej wizji świata czy wizji "rzeczywistości", bo ta jedna popularna wizja jest po prostu wizją interesownie ograniczoną. W "Piramidzie zwierząt" postanowiłam potraktować wszystkie 4 zwierzęta identycznie, albo przynajmniej starałam się udawać, że to robię, czyli uśpić i wypchać konia, psa, kota, koguta... Jeżeli deklarujemy się być obrońcami zwierząt to bądźmy nimi do końca!!!! Nie gódźmy się na przemysłowe hodowle i zabijanie zwierząt, bo sumienie mamy czyste - kochamy przecież psy i koty. EF: Co Pani zdaniem jest absurdalne? KK: Na przykład to, że można zabić zwierzę po to, żeby je zjeść, żeby sobie napchać kałdun, a nie wolno go zabić żeby zrobić rzeźbę. Raz się mówi, że coś „wolno”, innym razem, że „nie wolno”. A to są tylko konformistyczne powody, dla których w jednym przypadku można coś zrobić, a kiedy indziej już nie. EF: Jest Pani uważana za artystkę kontrowersyjną, sama nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem – widzę w Pani raczej moralistkę. KK: Dziękuję. Ja sama nie widzę kontrowersji w tym, co robię. EF: Interesuje mnie właśnie relacja między sztuką a moralnością. Czy uważa Pani, że przekracza tematy tabu i czy może być ono narzędziem sztuki? KK: Dobrze to Pani sformułowała – tak, tabu może być i jest narzędziem sztuki. EF: Przekraczanie go? KK: Może raczej zabawa. Przestaje być tabu i wówczas zmienia się cały kontekst. EF: A co dla Pani jest tematem tabu? KK: A co dla mnie jest tematem tabu...? Nie wiem. Mogę odbić piłeczkę i spytać co dla Pani jest tematem tabu? Nie wiem, co mogłoby nim być... W ogóle nie powinno być tematów zakazanych, o wszystkim trzeba móc mówić. Bo jak się chowa różne sprawy po szufladach, to wtedy jest zastój, martwota, rodzi się dulszczyzna, a z dulszczyzny niby się śmiejemy, tak? EF: Czy bardziej wstydliwe jest obnażanie ciała czy zachowań? KK: Obnażanie zachowań. To jest bardzo wstydliwe. Zachowania można zmienić, ciała nie zmienisz, chyba, że w jakiś sztuczny sposób. EF: Często porusza Pani temat męskości i kobiecości w sztuce. Ale czy można mówić o sztuce męskiej i sztuce kobiecej? KK: Tak naprawdę to nie można, ale się mówi. Sztuka jest sztuką. EF: A w jaki sposób płeć wpływa na tworzenie? KK: Ważne jest, by obydwie płcie po równo kreowaly rzeczywistość. Każda płeć jest inaczej usytuowana. Na pewno kobiety postrzegają inaczej niż mężczyźni, bo liczą się inne priorytety EF: A jak to jest być mężczyzną? Czy w Łaźni męskiej próbowała Pani zmienić swoje zachowania? KK: Nigdy nie byłam mężczyzną. A przynajmniej nie w tym wcieleniu. Chciałam i musialam naśladować męskie zachowania żeby się nie wyróżniać. Na ile mi się to udało to już inna kwestia EF: Dziękuję za rozmowę. KK. Dziękuję. Katarzyna Kozyra | Wystawa Muzeum Narodowe w Krakowie - Gmach Główny Wystawa trwa do 15 stycznia 2012 przeczytaj recenzję tutaj zobacz film tutaj fot. Ola Idzikowska
|






















