Reklama



Najbliższe wernisaże:

Zdjęcie tygodnia:

Informator
Poland-Art

Folder Informator Poland-Art

Bezpłatny, drukowany folder informacyjny, dostępny w galeriach sztuki, muzeach oraz instytucjach kultury.
Więcej …


Konkursy:

IV Konkurs plastyczny "Zapachy życia"
Nazwa: IV Konkurs plastyczny "Zapachy życia"

Organizator: Barbara Szulik oraz Dom Kultury w Rybniku-Boguszowicach

Termin: 7 września 2012

www.dkboguszowice.pl
Więcej …

Zobacz galerie:

Warsztaty, wykłady, spotkania

Obsesja świętości i choroba psychiczna – malarstwo Marii Wnęk
Recenzje - Ewa Fijołek
maria_wnek_artbrut

Jej prace znalazły się w Collection de l'Art Brut w Lozannie, American Visionary Art Museum w Baltimore i w Art & Marges Museum w Brukseli, były także częścią VII Międzynarodowego Triennale Sztuki Nieprofesjonalnej INSITA w Bratysławie. Marię Wnęk spotkał los podobny do losu wielu polskich artystów – jej dzieła są bardziej znane za granicą niż na rodzimym gruncie. Muzeum Śląskie próbuje naprawić ten błąd – wystawę „malarki słynnej po całym świecie” możemy oglądać w Katowicach.

Aby zrozumieć niezwykłość tych obrazów, niezbędna jest choćby minimalna znajomość życiorysu malarki. Nieszczęśliwa, głęboko dotknięta przez los, w przedziwny sposób łączy w sobie religijność pisarza ikon, naiwność Nikifora i cierpienie Fridy Kahlo. Urodziła się w 1922 roku w Olszynce. Prawdopodobnie miała siedmioro rodzeństwa, ale jako jedyna przeżyła, co wpłynęło  na wywołanie towarzyszącego jej przez całe życie uczucia głębokiego osamotnienia i izolacji. Niezwykle religijna, w wieku 16 lat złożyła śluby czystości i do końca życia wszelkie praktyki religijne były dla niej najważniejsze. Ukończyła zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej, edukację uzupełniła dopiero pod koniec lat 60. w szkole specjalnej dla dorosłych. W 1960 roku uległa ciężkiemu wypadkowi, po którym przeszła na rentę inwalidzką. Mimo iż po wypadku mieszkała w Nowym Sączu, nie zerwała kontaktu z rodzinną wsią, doglądała popadającego w ruinę domu, ale nie była akceptowana przez wiejską społeczność, co między innymi wpłynęło na jej manię prześladowczą.

Choć od dziecka lubiła malować, to prawdziwie tworzyć zaczęła dopiero w wieku 41 lat, kiedy trafiła do pracowni w Domu Kultury Kolejarza w Nowym Sączu. Tam poznała możliwości i szeroką skalę środków plastycznych. Początkowo malowała to, co inni uczniowie – zadane tematy martwej natury, pejzażu. Dopiero później zwróciła się ku swojemu wnętrzu i zaczęła przedstawiać najbliższe sobie tematy, swoje lęki i wyobrażenia religijne. Stopniowo zaczęła wygrywać konkursy, a jej prace znalazły się na rozmaitych wystawach. Zaczęła malować samodzielnie dopiero po trzynastu latach, po odejściu z zespołu instruktorki Ewy Harsdorf. Czuła, że została wybrana przez Boga i traktowała malarstwo jako swoje życiowe powołanie, misję do wypełnienia.

Niedoceniona w Nowym Sączu, niedostosowana, bezdomna i wyobcowana włóczyła się po mieście, ale wciąż malowała. Choć miłośnicy jej talentu oferowali jej rozmaite formy pomocy, to jednak nie umiała z niej skorzystać. Raz odrzuciła zaoferowane jej mieszkanie, gdyż nie miało wymarzonych czterech pokoi – a artystka uważała, że z racji jej sławy właśnie takie jej się należy. Innym razem tak utrudniała życie swoim sąsiadom, że dostała nakaz eksmisji. Ostatecznie została ubezwłasnowolniona i umieszczona w szpitalu psychiatrycznym. Zmarła w 2005 roku.

Twórczość Marii Wnęk to twórczość obsesyjna, to ujście jej własnych, burzliwych emocji. Jej obrazy na pierwszy rzut oka mogą wyglądać jak narysowane przez niegrzeczne dziecko, które przez nieuwagę dorosłych dorwało się do płótna i palety. Jednak to wrażenie szybko mija, za to przed oczami widza odsłania się bardziej przemyślana konstrukcja.




W kategoriach należących do dziedziny historii sztuki możemy nazwać jej twórczość art – brutem, możemy także zbliżyć je do ekspresjonizmu, ale można też powiedzieć inaczej – to malarstwo, które jest wynikiem głębokiej traumy, ujściem lęków prawdziwych i urojonych. Artystka dotkliwie odczuwała swoje odizolowanie i napiętnowanie przez społeczeństwo, które nie potrafiło zaakceptować „odmieńca”. Uciekała się do Boga i świętych, rozpaczliwie błagała o pomoc i ratunek, a jej obrazy są świadectwem tej ucieczki. Na jej płótnach nie ma łagodnej, franciszkańskiej pochwały dobrego, bo stworzonego przez Boga świata, jest za to przerażenie i wytrzeszczone spojrzenie świętych oraz czarne podkówki wokół oczu. Nie bez znaczenia jest także fakt, że artystka na odwrocie swoich prac umieszczała życiorysy, gdzie w pierwszej części umieszczała informację o obrazie, natomiast w drugiej przesłanie religijne. Obrazy bez takiego opisu uważała za niedokończone.

Nie bez znaczenia jest także związek z malarstwem ikonicznym. Maria Wnęk, podobnie jak ikonopisarze, miała swój język kolorów, gdzie określona barwa zawsze oznaczała to samo – rozbielone kolory boskość i niewinność, zielenie miłość, czerwień – cierpienie. Jej postaci, pozornie zastygłe w bezruchu, również przypominają nieruchome postaci z ikon, jednak wrażliwy odbiorca zauważa, że spokój ten jest tylko pozorny. Jej święci patrzący z obrazu są rozedrgani, mają w sobie coś przerażającego. Nie ma wokół nich światła, jest za to gruby czarny kontur, wyraźnie wybijają się grubo namalowane oczy i nos. W przeciwieństwie do wielu obrazów o tematyce religijnej, malowidła polskiej artystki nie uspokajają, a wręcz drażnią zmysły – kolorem, fakturą, kreską. Nie można przejść koło nich obojętnie.

„Oto jest świat, mój przyjacielu, rozpacz, rozpacz, rozpacz” pisał Lorca i słowa te tak dziwnie pasują do tych obrazów. Rozpacz przeziera przez obrazy Marii Wnęk, wkrada się do grubej linii postaci, wyłania w natężeniu użytych barw. Zastanawiające jest jednak to, jak bardzo malarstwo tej nieuczonej w gruncie rzeczy kobiety wyrasta z lęków, obaw i przeczuć największych twórców i intelektualistów XX wieku. Artystka jest jak objawienie, dziecko swojego wieku, niewinnie nie zdające sobie sprawy z tego jak głęboko wyrasta ze swoich czasów. Malarka nie znała przecież pojęcia ekspresjonizmu, nie czytała manifestów sztuki ani literatury modernistycznej. Tym bardziej fascynująca jest jej prostoduszność, tym bardziej ujmuje i dotyka szczere cierpienie krzyczące z jej obrazów. Nie ma tutaj maniery bohemy, jest tylko bolesna jak ciernie prawda.

Włóczyła się po świecie, kłóciła z sąsiadami, żarliwie  modliła. Malowała na dostępnych jej materiałach i farbami, które akurat miała. Sztuka i religia, czyli dwa elementy egzystencji tak rzadko dające ludziom bezpieczeństwo i pewność, były jedynymi stałymi rzeczami w jej pełnym cierpienia życiu.

Mnie zafascynowały jej obrazy, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to specyficzna twórczość, która może się nie podobać i nie przemawiać do szerokiego grona odbiorców. Jednak niezaprzeczalny jest jeden fakt - artystka z Olszynki jest fenomenem na tle sztuki art brut, który warto znać. Niezależnie od tego, czy jej sztuka do nas przemawia czy też nie.

tekst: Ewa Fijołek

fotografie: Ewa Fijołek


Maria Wnęk – malarka „słynna po całym świecie
Z cyklu Vivat Insita
Wystawa trwa do 2 października 2011
Muzeum Śląskie w Katowicach

Dodaj do:

Wykop    Facebook