Reklama



Najbliższe wernisaże:

Zdjęcie tygodnia:

Informator
Poland-Art

Folder Informator Poland-Art

Bezpłatny, drukowany folder informacyjny, dostępny w galeriach sztuki, muzeach oraz instytucjach kultury.
Więcej …


Konkursy:

Konkurs Fotograficzny "ZABYTKOWA ARCHITEKTURA WSI OPOLSKIEJ 2012"
Nazwa: Konkurs Fotograficzny "ZABYTKOWA ARCHITEKTURA WSI OPOLSKIEJ 2012"

Organizator: Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu, Polskie Towarzystwo Turystyczno - Krajoznawcze, Związek Polskich Artystów Fotografików

Termin: 31 października 2012

www.muzeumwsiopolskiej.pl


Więcej …

Zobacz galerie:

Warsztaty, wykłady, spotkania

Pół żartem, pół serio | New Look w Otwartej Pracowni
Recenzje - Ewa Fijołek
/Recenzje/new_look_otwarta-pracownia

Trudno powiedzieć czego oczekiwałam idąc do Otwartej Pracowni na wernisaż wystawy New Look. Tytuł prosty, może zbyt ogólny, a może nawet trąci banałem - każda wystawa to przecież jakiś new look, nowe spojrzenie na dany problem. Czy w związku z tym spodziewać się kolejnej rewolucji w użyciu środków, formy, stylistyki? Miałam świadomość, że ekspozycja będzie efektem współpracy trzech historyków sztuki, kolegów z akademickiej ławki - czyli osób, które zawodowo zajmują się, co by nie powiedzieć, old lookiem. Jednak pomimo swojego początkowo sceptycznego podejścia, nie zawiodłam się. Współdziałanie trójki Libera – Turecki – Szczypiński zaowocowało stworzeniem naprawdę interesującej wystawy.

Po przejściu przez podniszczone drzwi z tabliczką Nieupoważnionym wstęp wzbroniony, będące wejściem do pierwszej z dwóch wystawowych sali, zobaczyłam portret wideo Franza Kafki. Następnie, po odwróceniu się, ujrzałam dwie płyty pleksi na tle dużego zdjęcia Warszawy. Kolejna część niewielkiego pomieszczenia została urządzona jeszcze w inny sposób. Choć ekspozycja miała być współdziałaniem, to jednak okazała się raczej trzema mniejszymi wystawami niezależnych twórców.

Waldemar Libera przywraca na nowo wartość rzeczom odrzuconym, szuka piękna i sztuki tam, gdzie o nich zapomniano. Jego kolaże są przybrudzone i chropowate, na pierwszy rzut oka zrobione od niechcenia. Odrapane mury i zasuszona kurza łapka, jakby wygrzebana z szuflady niesfornego chłopca, współgrają ze sobą i jednocześnie nie mogą bez siebie istnieć, bowiem potraktowane oddzielnie straciłyby swoje znaczenie. Artysta w niezwykle wdzięczny sposób łączy ze sobą przedmioty, które dla niektórych pozostaną jedynie śmieciami, zaś według niego to relikty obojętności rzeczywistej. Z nostalgią przypomina nam niektóre przedmioty i związane z nimi emocje. Puszcza do nas oko i przekornie wzbogaca wystawę o tabliczki w stylu zgaś papierosa.

Bo choć stare radio już nie gra i telewizor od dawna nie działa, to jednak wciąż wywołują szereg wspomnień. Jego prace sprawiają wrażenie pozornie niedbałych, rozpadających się, jakby niedokończonych, a może wymagających dokończenia właśnie przez widza. Może niedbałość ta jest celowa, jest zwyczajnym otworzeniem się na  obserwatora – podejdź, przyjrzyj się dokładnie, dotknij jeśli bardzo chcesz? New Look według Libery to druga młodość starych rzeczy, które przemijając nie odchodzą w dal, nie znikają bezpowrotnie, ale jedynie przybierają inny kształt i wizerunek. Artysta nie zmienia rzeczy, zmienia je czas, on natomiast zestawia je ze sobą w zaskakujący sposób, używając w tym celu cieńszej lub grubszej warstwy kleju albo mniej lub bardziej efektownych gwoździ. Niczym czarodziej przekształca naszą rzeczywistość poprzez ukazanie piękna tam, gdzie go nawet nie próbujemy szukać. Pozornie zniszczone, nieładne ściany ukazują całe spectrum delikatnych, ciepłych barw, a sam mur zachwyca swoją fakturą. W rzeczach udających toporne odsłania się gama subtelności. Czy nie można porównać Libery do Baudelaire'owskiego pijanego dziecka, które nawet spalonej patelni przygląda się z fascynacją?

W jego instalacji szczególnie przyciąga uwagę jeden element. Jest nim czarno – biała fotografia, naklejona na brudny, zakurzony ekran komputera, który dla tak wielu z nas kojarzy się z pierwszymi grami komputerowymi z początku lat 90. Zdjęcie przedstawia młodych ludzi odpoczywających na polu. Nie wyglądają na rolników czy robotników, raczej na młodzież, która wyrwała się z miasta na wieś. Widać, że są  zrelaksowani, odpoczywają, łapią przyjemne promienie słońca. Obraz ten w otoczeniu rozsypujących się murów niemalże automatycznie przypomina mi słowa Susan Sontag - „wszystkie fotografie mówią nam memento mori”. Artysta jakby radzi widzowi – zatrzymaj się, rozkoszuj się tą drobną, niepozorną chwilą. Delektuj się nią, ponieważ już się nie powtórzy. Przykryje ją warstwa kurzu.




Z kolei kompozycje Marcina Tureckiego łączą w sobie różne dziedziny sztuki – instalację oraz nowatorskie spojrzenie na rysunek i grafikę. Niezwykle istotnym elementem jego twórczości jest odkrywanie znaczenia litery jako znaku. Stworzone z płyt pleksi prace to dla mnie połączenie obrazu przesuwających się liter znanego ze wstępu do Matrixa wraz z barokowym konceptyzmem w poezji, w który to wiersze graficznie układały się w najprzeróżniejsze, nieraz bardzo kunsztowne kształty. Artysta tym razem prowadzi nas zaklętym labiryntem słów z Zamku Kafki. Turecki podkreśla czysto wizualny aspekt swojej twórczości: moje inspiracje pozostają w sferze doznań estetycznych towarzyszących mi przy czytaniu lub też oglądu książek. Często strony są pomarszczone i szorstkie od przerzucających je dłoni. Ich powierzchnia, gdy pada na nie ostre światło, zmienia się z płaszczyzny w rozedrganą powierzchnię /sprawia wówczas wrażenie piaszczystych wydm, lub morskich fal. Dobiera zatem słowa i światło aby budować swoje niepowtarzalne kompozycje i niczym barokowy poeta nadaje zdaniom zaskakujący, nowatorski kształt.
 
Jednocześnie odkrywa szereg możliwości łączących się z semantyką liter. Oczywiście słowo może zostać potraktowane wyłącznie jako pomysłowy środek graficzny, ale czy to nie byłoby uproszczenie?  W sztuce Tureckiego płyty nakładają się na siebie, podobnie jak nakładają się na siebie kolejno sensy tekstu, który czytamy. Odjęcie jednej płyty całkowicie zmieniłoby wizerunek, może nawet uczyniłoby go nieczytelnym, podobnie jak ucięcie fragmentu książki niejednokrotnie kompletnie zmieniłoby jej znaczenie, być może czyniąc ją niezrozumiałą. Również kąt patrzenia i odległość zupełnie zmieniają wygląd obrazu; nasuwa mi się tu skojarzenie z czytaniem jednego tekstu w różnych momentach naszego życia – nasze doświadczenia zmieniają kąt patrzenia na tekst, z upływem czasu czytając różne teksty widzimy w nich zupełnie nowe przesłanie.

Co czytasz, mości książę? Słowa, słowa, słowa powiedział najsłynniejszy duński królewicz, odsłaniając zarazem cały wachlarz konotacji zawartych w zjawisku słowa. Artysta również prowadzi nas labiryntem znaczeń pokazując głęboką rolę tej nieraz niepozornej jednostki leksykalnej – bowiem nawet to najkrótsze, najbardziej niepozorne słowo odbija swoje piętno na czystej tablicy, zmienia ją na zawsze. Turecki pokazuje zatem jego siłę jako nośnika nakładających się znaczeń, które jednocześnie budują taki a nie inny obraz rzeczywistości – a pamiętajmy, że przecież każdy obraz może zmienić swój sens w zależności od kąta patrzenia. Na tym jednak nie koniec - przy zastosowaniu przezroczystych płyt również niebagatelną rolę odgrywa światło, liczy się jego barwa i kąt padania promieni, które decydują o padającym cieniu. Przezroczysta płyta pokazuje także tło, ale w tej płycie odbijamy się także my sami, wzbogacając obraz o nowe kolory i zarazem sensy. Nasze odbicie stapia się z labiryntem słów, stajemy się częścią gry w poszukiwanie znaczenia.

Jednak to obrazy Mateusza Szczypińskiego najbardziej wryły się w moją głowę i od kilku dni fascynują, nie dają o sobie zapomnieć. Surrealistyczne, kolorowe wizje i wariacje na temat snów o największych dziełach malarstwa światowego przyciągają uwagę, pozostają w pamięci. Jego neurotyczne, będące wyrazem głębokiego niepokoju prace nasuwają skojarzenie z twórczością Francisa Bacona. Obrazy Szczypińskiego, podobnie jak obrazy angielskiego malarza, przepełnia atmosfera grozy i nadchodzącej katastrofy. Płótna obydwu twórców odnoszą do bliżej nieokreślonej przestrzeni i perspektywy, zaś stosowane przez nich żywe kolory budują silne napięcie. Umieszczony w tej odrealnionej scenografii człowiek jawi się jako istota wyobcowana i zagrożona, niemożliwa do uratowania. Artyści odwołują się do naszej podświadomości oraz do wizerunków, które wszyscy mamy zapisane w umyśle i dekonstruują je. Szczypiński, tak samo jak Bacon, w swojej twórczości igra z takimi nazwiskami jak van Eyck czy Velazquez. Strąca mistrzów z piedestału, jednocześnie sprawdzając reakcję widza. Ujawnia, a może wytyka palcem wspólne kulturowe klisze, nasze wyobrażenia na temat sztuki i świata. W ironiczny sposób bawi się i z konwencją, i z popkulturą, ale nie narusza należnego im szacunku.

Postaci Szczypińskiego zostały pozbawione podstawowych narzędzi komunikacji ze światem - twarzy i dłoni. Zazwyczaj są zasłonięte, częściowo zdeformowane, a częściowo zakryte maską. Artysta podkreśla ich nieprzystawalność do reszty ciała. Wizerunek człowieka rozpada się na kilka niepasujących, nieraz wykluczających się wzajemnie elementów, ale jednocześnie żaden z nich nie może istnieć bez drugiego. Nieraz obraz twarzy jest w ogóle zatarty, zamiast niego widoczne są gwałtowne, szybkie ruchy pędzla, jakby malarz bał się, że tajemnica tej tak ważnej części ciała może zostać odkryta. Szczególnie wyróżnia się płótno, na którym zamazaną głowę pokrywają dodatkowo przerażone, patrzące w różne strony świata gałki oczne i duże zęby wyszczerzone w nieładnym uśmiechu. W pracach Szczypińskiego również ręce są ucięte, schowane albo zamazane, uniemożliwiając postaci komunikację ze światem. W świecie bez dłoni i bez twarzy wszelka bliskość jest niemożliwa. Małżeństwo Arnolfich kryje złączone dłonie w rękawie, a może w ogóle ich tam nie ma, jest tylko pustka zasłonięta materią ubrania?

Ekspresja na tych obrazach została wyrażona także w kolorze, te grafiki aż krzyczą rozmaitością mocnych, nasyconych barw. Pozorna prostota wizji zostaje zazwyczaj zaburzona przez zaskakujący kolaż, fragment wycięty z gazety czy farbę niczym krew ściekającą z sukni czy krynoliny. Nawet kolorowa tęcza, symbol przymierza i obietnica pokoju, wygina się niespokojnie w podkówkę. Po zebranych w Otwartej Pracowni płótnach Szczypińskiego spokojnie przechadzają się jedynie koty, zupełnie jakby groza rozpadającego się, wyszczerzonego w upiornym uśmiechu świata akurat je ominęła.

Trzej artyści diametralnie różnią się od siebie i mają co innego do pokazania i przekazania. Jedyną rzeczą, jaka względnie łączy trio Libera – Turecki – Szczypiński, jest tradycja. Stanowi ona swego rodzaju trzon dla ich twórczości, autorzy wręcz czerpią z niej garściami, ale każdy dobiera sobie inną dziedzinę i podchodzi do niej w zupełnie inny sposób. New Look to nowatorskie spojrzenie na historię sztuki i kultury. I choć „nowe” nie zawsze znaczy lepsze, to jednak w tym przypadku z pewnością oznacza  „interesujące”.

tekst: Ewa Fijołek
fotografie: Ewa Fijołek

Film z otwarcia wystawy tutaj


Waldemar Libera, Mateusz Szczypiński i Marcin Turecki | New Look
Otwarta Pracownia | Kraków
Wystawa trwa do 31 września 2011

Dodaj do:

Wykop    Facebook