| Skarby Korony Hiszpańskiej. Subiektywny przewodnik |
| Recenzje - Karolina Lipczyńska | |||
![]() Senny, wakacyjny środek tygodnia, godzina dziesiąta, a więc początek dnia dla Muzeum Narodowego. Tymczasem w gmachu wre. Kolejka ustawia się po bilety. Na letnie miesiące Kraków zamienia się w hiszpańską stolicę kulturalną, a muzeum trzyma pieczę nad skarbami iberyjskiej korony. Szczęśliwie dla Krakowian i turystów, drogocenne eksponaty nie są trzymane pod kluczem, muzeum szeroko otworzyło podwoje. Smakoszom sztuki pod żadnym pozorem nie wolno przeoczyć kulturalnej fiesty. Sądząc po liczbie zwiedzających o poranku, wieść już poszła w świat. Pomimo wielu gości, organizatorom udało się stworzyć intymną przestrzeń do obcowania z dziełem. Zasługą jest przestronność miejsca i odpowiednie, przyćmione oświetlenie, które stanowi naturalne tło ekspozycji dla renesansowych i barokowych płócien o tematyce religijnej, często przeznaczonych dla półmroku kościołów. W krakowskim muzeum wybitne prace znalazły odpowiednią oprawę. W przepiękny sposób wyeksponowano najcenniejsze dzieła kolekcji. Niczym w apsydzie gotyckiej katedry, na podwyższeniu o półkolistym kształcie, sąsiadują ze sobą mistrzowie włoskiego cinquecenta oraz ich naśladowcy i kontynuatorzy: Luis de Morales, Tycjan, El Greco, Tintoretto (syn), Paolo Veronese. Wszystkie umieszczone tutaj dzieła pochodzą z drugiej połowy szesnastego wieku. Styl de Moralesa w Madonnie z kądzielą nawiązuje do warsztatu Leonarda da Vinci. Z głębin czerni wyłania się świetlista twarz kobiety o subtelnej urodzie i wydatnych ustach cherubina. Madonna, na przekór swej młodości, jest skupiona i poważna. Spojrzenie spod jej półprzymkniętych, ciężkich powiek pada na dzieciątko, które trzyma w dłoni wrzeciono i odwraca głowę ku krzyżowi. Oba symbole odwołują się do Męki Pańskiej. Obraz oddziałuje delikatnym pięknem i nieziemskim światłem, płynącym z postaci Matki Boskiej. Tuż obok znajduje się pasyjny motyw Ecce Homo – moment prezentacji ubiczowanego Chrystusa ludowi rzymskiemu – pędzla Tycjana. Uwagę przykuwają realistyczne twarze mężczyzn, wyrażające – pokorę cierpiącego Chrystusa i rezygnację Piłata. Tajemnicza postać żołnierza z pochyloną głową prowadzącego Jezusa niemal stapia się z brunatnym tłem – ukryta przez malarza, niczym symbol wstydu i winy ludzkości. Wzrok wędruje ku umieszczonemu w centrum freskowi autorstwa El Greco (Adoracja imienia Jezus). Charakterystyczna dla tego twórcy piętrowa kompozycja łączy ze sobą dwa plany – ziemski i boski. Mamy niepowtarzalną możliwość obserwowania, jak narodził się indywidualny styl manierysty, który młodość spędził w pracowni Tycjana i fascynował się pracami Tintoretta. Warto zwrócić uwagę na niefrasobliwość, z jaką malarz traktuje drugi plan, troszcząc się przede wszystkim o ekspresyjność wyrazu oraz o kolor, ruch i płynność form, w których osiągnął doskonałość. Obok umieszczono pracę Domenica Tintoretto, syna i kontynuatora twórczości słynnego ojca. Złożenie Chrystusa do grobu należy podziwiać z oddalenia, by w pełni docenić kunszt światłocienia. Malarz stosuje technikę tenebryzmu, być może zainspirowany dokonaniami współczesnego mu Caravaggia. Ciało Chrystusa przedstawiono w typowy dla sztuki manierystycznej sposób – bez zachowania naturalnych proporcji w celu wzmocnienia artystycznego efektu. Widzów, którzy zdecydują się podejść bliżej, mogą zastanowić monstrualne dłonie modlącej się Marii... czyżby nieprzewidziany efekt zastosowania skrótu perspektywicznego? Ostatni w apsydzie jest Veronese z zapoznanym, a przepięknym obrazem Bóg, Ojciec i Duch Święty, przedstawiającym Boga jako brodatego mężczyznę ze wzniesionymi dłońmi w geście błogosławieństwa i kreacji. Utrzymane w złotej tonacji, nasycone kolorem i światłem dzieło promieniuje dostojeństwem, ale i optymizmem. Można przysiąść na chwilę i kontemplować niecodzienne bogactwo religijnych przedstawień. Ci, którzy poczują się nagle przytłoczeni splendorem i majestatem ekspozycji powinni... stanąć w kącie. W zakamarkach sal czekają nagrody dla poszukujących wytchnienia – skromne, bezpretensjonalne, lecz kunsztowne malarstwo niderlandzkie. W zbiorach Patrimonio National de España znajdują się między innymi zapierające dech Kwiaty w kryształowym wazonie; to wykonana przez Jana Breughela Młodszego doskonała kopia dzieła ojca. Swobodne, fantazyjne ułożenie wiosennych kwiatów (tulipany, irysy, żonkile), namalowanych z pietyzmem sprawia, że udało się w obraz tchnąć życie. Nie próbujcie zatem odganiać pszczoły, która usiadła na kwiecie peonii. To nie jedyne odkrycie. Uśmiech wzbudzi rozbuchana (co sugeruje nawet tytuł) i niezwykle apetyczna (aksamit skórek moreli, dojrzałość pastelowych gron!) Martwa natura z owocami, małpą, wiewiórką i papugą arą Jana van Kessela Starszego, a do namysłu sprowokuje intrygująca miniatura Fransa Franckena Młodszego, zatytułowana Kuszenie św. Antoniego. Eremitę wabi podstępna piękność z kielichem wina (uwaga na to, co wyjawia uniesiony rąbek jej sukni!) w otoczeniu fantastycznych, demonicznych stworów przeniesionych wprost z płócien Hieronima Boscha. Prawdziwa uczta dla cierpliwych obserwatorów, miłośników szczegółu. Na uwagę zasługuje również Martwa natura z owocami drzewa truskawkowego Luisa Meléndeza, tym razem dzieło rodowitego Hiszpana – autora obszernego cyklu martwych natur, uwieczniających rodzime wiktuały Półwyspu Iberyjskiego. Doskonała technicznie, a jednocześnie nosząca wyraźne znamiona indywidualnego stylu. A jak smakują owoce drzewa truskawkowego? Pozostaje kwestią wyobraźni. Leitmotiv wystawy, wyekspediowanej bądź co bądź z królewskiego pałacu, stanowią portrety przyszłych monarchów. Miały one olbrzymią wartość dla stosunków dyplomatycznych, służyły aranżowaniu przyszłych związków małżeńskich, były cennymi pamiątkami dla członków królewskich rodzin. Możemy się o tym przekonać podziwiając dwa, niezwykłej urody, portrety polskich infantów, będące własnością hiszpańskiego dworu. Prawdopodobnie należały one do Małgorzaty Habsburżanki, szwagierki Zygmunta III Wazy, która została żoną Filipa III, a tym samym królową Hiszpanii. Są to dzieła autorstwa Marcina Kobera, jednego z najsłynniejszych twórców portretu królewskiego Środkowej Europy, związanego z dworem Stefana Batorego, Zygmunta III Wazy oraz Rudolfa II w Pradze. Kilkuletnie dzieci (Anna i Władysław Wazowie) ubrane są w okazałe, aczkolwiek miniaturowe, stroje dworskie, kosztowne kamienie i kryzy. Dziecięce twarzyczki mają w sobie coś z twarzy starców. Kontrast pomiędzy ich wiekiem a powagą reprezentowanego urzędu wzbudza uśmiech i tkliwość. Na podstawie portretów królewskich zgromadzonych na wystawie można obserwować zmiany stylów w sztuce. Dostojeństwo i godność monarchii, podkreślone sztywnością i nieruchomością póz, przybranych przez dzieci na barokowym płótnie, ustępują wdzięcznemu przepychowi, widocznemu na przykład w portrecie Filipa Burbona. Chłopczyk ubrany w sukienkę o wyraźnie zaznaczonej talii, ozdobioną kokardami i koronkowymi mankietami, uchwycony został w ruchu, z kanarkiem, który przysiadł na jego lewej dłoni. Pastelowa tonacja kolorystyczna oraz delikatność, zmysłowość rysunku informują o nadejściu nowej epoki – klasycyzmu i sentymentalizmu. Olbrzymie wrażenie wywiera utrzymany w podobnym stylu obraz Antona Mengsa przedstawiający infantkę Marię Józefę Burbon. Delikatna, arystokratyczna twarz młodej dziewczyny zdaje się ginąć w odmętach nadmiernie zdobnej, rokokowej sukni, w jej błękitach i różowościach. Wielkie oczy o smutnym spojrzeniu i anemiczny wygląd infantki skłaniają ku myślom o uporczywie skrywanej chorobie trawiącej monarchię, jak i całą epokę, tak wnikliwie opisaną w Niebezpiecznych związkach. Być może Maria Józefa mogłaby zostać jedną z bohaterek demaskatorskiej powieści Pierre'a Choderlosa de Laclosa... Niepospolitą galerię młodych możnowładców zamyka zaskakującym kontrastem Alfons Burbon jako dziecko, pędzla hiszpańskiego impresjonisty, Joaquina Sorolli y Bastidy. Obraz powstał w 1908 i ma nowoczesny wyraz. Gdyby nie podpis pod dziełem, trudno byłoby odgadnąć, że patrzymy na królewskiego potomka. Na balkonie wśród kwiatów pucułowate dziecko bawi się trzymaną w rączce pomarańczą. Soczysty kolor owocu stanowi barwny kontrapunkt dla tła utrzymanego w zimnej, błękitno – fiołkowej tonacji. Dzieje monarchii i dzieje sztuki zespoliły się w ciekawym gatunku, jakim jest malarstwo portretowe, a hiszpańskie zbiory dają możliwość obserwowania i porównania zmian, zachodzących na przestrzeni wieków w obu dziedzinach. Wystawa ma charakter polifoniczny, za dziedzictwem hiszpańskiego dworu przemawiają nie tylko obrazy, ale arcydzieła tkactwa, rzeźby oraz sztuki użytkowej – stąd znaczną część ekspozycji stanowią meble, ceramika, dewocjonalia i militaria. Nie sposób ogarnąć całość okazałej kolekcji jednym spojrzeniem – warto powracać do muzealnych sal i odnajdywać nowe, prywatne, skarby. Dla mnie najciekawszym odkryciem pozostanie niepozorna rzeźba Girolamo Ticiattiego Jezus i Samarytanka. Wykonana w brązie, niewielkich rozmiarów, kryje silny ładunek ekspresji. Wystarczy obejść ją kilkakrotnie wokół, by obudzić drzemiący w niej potencjał. Postaci uczestników dialogu, siedzącego na studni Jezusa i stojącej z dzbanem wody Samarytanki, zwrócone są ku sobie twarzami w taki sposób, że kompozycja zbudowana jest na planie okręgu. Uniesiona w gestykulacji ręka mężczyzny i rozwiany nieistniejącym wiatrem szal kobiety dodatkowo otwierają układ brył ku zewnętrzu i podkreślają jego kolistość. Niezwykłe wrażenie ruchu, dynamiki tej sceny stwarzają cudownie sfałdowane szaty modeli oraz liście drzewa rosnącego przy studni. Jest w tej rzeźbie olśniewająca gracja i zarazem nieposkromiony dynamizm. Barokowe piękno, oparte na dysonansie, dysproporcji i dynamice, bywa bliższe współczesnemu rozumieniu niż akademicka perfekcja i harmonia. Dlaczego pomijam milczeniem najgłośniejsze nazwiska tej wystawy, rodowitych Hiszpanów – Velázqueza i Goyę? Nie wiem. Trzeba to sprawdzić osobiście. Tekst: Karolina Lipczyńska Wawer Foto: Ola Idzikowska Wystawa Skarby Korony Hiszpańskiej Muzeum Narodowe w Krakowie Wystawa trwa do 9 października 2011 O wystawie Skarby korony hiszpańskiej pisze Katarzyna Ślęzak | Na linii Madryt-Kraków
|




















