| One. Dwanaście opowieści w Muzeum Historycznym m. Krakowa |
| Recenzje - Małgorzata Bożek | |||
![]() Kobiecość ma różne oblicza. Nie zawsze wpisana była w nią opcja wyboru. I nadal często jej brakuje. Tym większe jest znaczenie tzw. her-story, opowieści często nie zapisanej, pominiętej, zapomnianej, którą dopiero odkrywamy. Podobnie jest z wojną. To męska rzecz – powiedział Churchill – choć doświadczenie wojny od zawsze było także doświadczeniem kobiecym. Jej brutalność uderzała w każdego z równą mocą, a heroizm walki i heroizm codzienności był także udziałem kobiet. Dlatego dwanaście niezwykłych losów i dwanaście niezwykłych bohaterek, zaprezentowanych na wystawie Wojna to męska rzecz?, staje się symbolem wszystkich kobiet, których opowieści jeszcze nie zostały odkryte, usłyszane i zapamiętane. Historia jest pełna białych plam. Dzięki tej ekspozycji jest ich mniej. Wystawa w Fabryce Emalia Oskara Schindlera w zamierzeniu jej twórców ma stanowić swego rodzaju aneks do ekspozycji stałej Kraków – czas okupacji 1939-1945. Losy kobiet, wywodzących się z różnych środowisk, różniących się pochodzeniem, wykształceniem i sposobem życia, ujęto w ogólne ramy, które w jakiś sposób kategoryzują ich działalność. Dom, Praca, Konspiracja i służba charytatywna, Więźniarki, Ciągle czekają i Kobiecość to najważniejsze według twórców wystawy pola aktywności przywołanych postaci. Wojenna rzeczywistość stawiała przed nimi różnorakie wyzwania. Najmniej docenianym obszarem w historii, której uczono nas w szkołach, zdaje się być właśnie codzienność. Zmagania z nią nie były wcale łatwiejsze niż walka na froncie, a często równie niebezpieczne. Kobiety, którym wcześniej odmawiano udziału w życiu zawodowym i publicznym, brały na siebie obowiązki zarezerwowane dotąd tylko dla mężczyzn i co ważniejsze, przyszło im je przejąć w czasach, kiedy wszystko nagle stało się trudniejsze. Zmagając się z codziennością własną i swoich rodzin, nie bały się brać na siebie ciężaru pomocy innym. Często groziła im za to śmierć. Kobiety ukrywały partyzantów i zbiegów, a także wielu Żydów, przemycały też do getta jedzenie i grypsy, działały charytatywnie i angażowały się w walkę podziemia, nierzadko z bronią w ręku. Działalność konspiracyjną łączyły z codziennością, która niosła równie skomplikowane wybory i wyzwania. Niejednokrotnie płaciły za to wysoką cenę – aresztowania, tortur, obozu. Jeśli przeżyły wojnę, rzadko nagradzano je za ich wysiłki. W czasach PRL-u wcześniejsza działalność w AK nie była dobrze widziana. Marzenia o pokoju zamieniły się w konieczność ogarnięcia nowej, niełatwej rzeczywistości. Same wcale nie traktowały siebie jak bohaterek. Karolina Lanckorońska podczas jednego z publicznych wystąpień mówiła: „Czy oddanie wszystkich swych sił temu, co się najbardziej kocha, jest zasługą? Myślę, że nie.”(1) Tym większe wrażenie wywołują przejmujące historie ich życia, którym towarzyszą liczne zdjęcia i pamiątki. Są wśród nich maleńki gobelin w złotej ramce podarowany Anieli Mazurek przez żydowską rodzinę w podzięce za pomoc, negatywy i szklane klisze Pelagi Bednarskiej dokumentujące zbrodnie hitlerowskie w KL Auschwitz, pamiętnik zapisany na skrawkach papieru toaletowego przez Gustę Draegner, podczas jej pobytu w więzieniu na Montelupich i ten podarowany Zofii Mikołajewskiej przez współwięźniarki na dwudzieste trzecie urodziny – oprawiony w pasiak z wyhaftowanym numerem obozowym. Wystawa to również świadectwa filmowe – Miriam Akavii, pisarki polsko-izraelskiej, która doświadczyła życia w krakowskim getcie i trzech obozach koncentracyjnych – oraz te w postaci krótkich, często dramatycznych, zapisów kobiecych emocji i doświadczeń w strasznej, wojennej rzeczywistości. Choć wypełniają ścianę od góry do dołu, są tylko ułamkiem bolesnej opowieści o wojnie i jej doświadczeniach. Bladoróżowe ściany sali wystawowej w Fabryce Schindlera w przekorny sposób wskazują nie tylko na tematykę ekspozycji, ale również na fakt, że w czasie wojny tradycyjne atrybuty kobiecości stawały się często użyteczne. Niosły w sobie bowiem możliwość kamuflażu. Makijaż, elegancja, staranna fryzura, wychodziły poza utarte schematy upiększania, stając się czymś na kształt bariery ochronnej. Kobiety polskie i żydowskie chroniły się w ten sposób nierzadko nawet przed śmiercią. Róż na policzkach, szminka, a w przypadku jej braku nawet przygryzanie warg do krwi, by barwić je jej czerwienią, pozwalały zachować zdrowy, piękny wygląd, i tym samym były znakiem użyteczności oraz siły. Zwłaszcza w przypadku Żydówek miało to duże znaczenie, gdyż właśnie zdrowie i zdolność do pracy, pomagały im często uniknąć natychmiastowej śmierci. Jednocześnie traktowano to również jako formę oporu wobec okupanta zmierzającego do zubożenia społeczeństwa polskiego i jego stopniowego wyniszczania. Elegancja była więc formą manifestacji swego rodzaju niezłomności. Prócz tego szminki, szczotki i flakoniki na perfumy służyły do przemycania grypsów i zadań. Kobiecość, również ta schematyczna, stawała się więc bronią. Kobiety walczyły i jak zwrócił uwagę Jan Jasicki, syn jednej z bohaterek wystawy Janiny Jasickiej, nadal walczą – w różnych regionach świata i w różnych sferach życia. Dlatego warto o tym mówić i warto pamiętać. Wystawa w MHK jest ważnym krokiem na tej drodze, coraz częściej uczęszczanej w sztuce, nauce i licznych badaniach. Nieopowiedziane historie ciągle czekają jednak na odkrycie. Są fascynujące, niezwykłe i tak, jak te zaprezentowane w Fabryce Schindlera – niezwykle ważne. Łabno Beata: Wprowadzenie do wystawy [w:] Wojna to męska rzecz? Losy kobiet w okupowanym Krakowie w dwunastu odsłonach, Wyd. Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, Kraków 2011, s. 32. tekst: Małgorzata Bożek Wojna to męska rzecz? Losy kobiet w okupowanym Krakowie w 12 odsłonach. Wystawy Kraków - MHK Fabryka Schindlera Wystawa trwa do 22 kwietnia 2012 fotografie: Małgorzata Bożek
|




















